Bailouty, kryzys a kurs złota

0

W dzisiejszych niebezpiecznych czasach wiele osób wzięło sobie do serca znaną maksymę amerykańskiego finansisty i biznesmena przełomu XIX i XX wieku J.P. Morgana, według której ”Pieniądzem jest tylko złoto, a cała reszta to kredyt”( „Only gold is Money. Everything else is credit”).

Mimo narzuconego przez rządy całego świata standardu pieniądza fiducjarnego (od fides-wiara) indywidualni inwestorzy coraz częściej decydują się na zakup złotego kruszcu. Wzrost kursu złota na przestrzeni ostatnich kilku lat zdaje się potwierdzać trafność tego wyboru. W ciągu ubiegłego roku wyniósł on 11,02% (1), natomiast w ciągu minionych 3 lat aż 89,85% (2). Z drugiej jednak strony w ciągu ostatnich 3 miesięcy cena złota nieznacznie spadła – o 0,16% (3), chociaż nadal jest wyższa niż na początku 2012 r. Wywołało to podział wśród analityków rynku: jedni mówili o korekcie, inni zaś o pęknięciu bańki spekulacyjnej.

Chociaż złoto nie służy już jako pieniądz (pozostałości standardu złota zlikwidował Richard Nixon w 1971 r., stwierdzając, że dolar nie będzie odtąd wymienialny na złoto), to ma u inwestorów opinię bezpiecznej przystani. W przeciwieństwie do papierowego pieniądza jest on bowiem odporne na spadki wartości wywołane gwałtownym wzrostem podaży. Żółty metal jest używany od zarania cywilizacji do celów zdobniczych, a współcześnie także w stomatologii. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której zostałby uznany za bezwartościowy.

Kurs złota od 2000r. Źródło: www.money.pl

Chociaż w spokojniejszych czasach większe zyski dają inwestycje w akcje, to kryzys ekonomiczny, w którym upadają nawet największe firmy (casus Lehman Brothers jest tu wystarczająco dobitny) sprzyja właśnie szlachetnemu kruszcowi. Warto pamiętać, że kurs złota jest ujemnie skorelowany z kursem dolara, gdyż większość rozliczeń na rynku złota odbywa się w USD. W mniejszym stopniu dotyczy to też euro i funtów (złoto jest wyceniane na giełdach w tych trzech walutach) (4). Nie dziwi więc tak znaczący wzrost jego wartości rynkowej, jaki miał miejsce w ostatnich latach.

Aktualny spadek wyceny złota wynikać może zatem ze zmniejszenia obawy przed kryzysem. Jednak owo uspokojenie nastrojów jest efektem polityki o charakterze krótkowzrocznym. Na dłuższą metę lekarstwo może okazać się gorsze od choroby Na gruncie europejskim należy wspomnieć o przeprowadzonych już dwóch rundach LTRO (ang. Long Term Refinancing Operation).

LTRO to zasilenie banków europejskich przez Europejski Bank Centralny oprocentowanymi poniżej poziomu inflacji (1%) kredytami. Nowe wprowadzone w obieg pieniądze mają posłużyć wykupowi przez banki obligacji zagrożonych bankructwem krajów Unii Europejskiej takich jak np. Grecja. Pierwsza runda LTRO miała miejsce jeszcze na koniec 2011 r., a pomoc opiewała na kwotę 489 mld euro. EBC nie dał długo czekać i już pod koniec lutego 2012 r. zasilił system bankowy jeszcze większą kwotą – 529,5 mld euro.

Tymczasem w Stanach Zjednoczonych w rolę świętego Mikołaja wcielił się prezes Rezerwy Federalnej – Ben Bernake, którego wsparcie dla amerykańskich banków wyniosło 9 bln dolarów (5). Co więcej Bernake nie wyklucza tzw. QE 3. Pod tą tajemniczą nazwą nie kryje się nic innego jak ilościowe luzowanie polityki monetarnej (quantitive easing- QE), a więc kolejny dodruk dolarów (6).

Działania te są niewątpliwie skuteczne na krótką metę. Owa krótkoterminowa skuteczność jest potrzebna rządom zarówno w USA jak i w krajach europejskich. W USA zbliżają się bowiem (listopadowe) wybory, a zatem zainteresowany reelekcją prezydent Obama dąży po polepszenia nastrojów potencjalnych wyborców. Narzędziem do tego jest działalność zależnego od rządu FEDu. Nie jest to w Stanach niczym nowym. Od kilkudziesięciu lat nie było tam roku wyborczego, w którym indeksy giełdowe nie szybowałyby w górę(7). Problemy zaczynały się później. Podobnie w Europie inflacja zacznie się zwiększać w miarę rozchodzenia się nowo utworzonych pieniędzy po rynkach. Ceną za doraźną pomoc Grecji będzie spadek wartości euro. Jak powiedział prof. Marek Belka „Kryzys zmienia swój charakter i nie jest już kryzysem zadłużeniowym, ale co najwyżej może przekształcić się, za jakiś czas w kryzys inflacji” (8).

Wzrost inflacji jest niewątpliwie na rękę państwom zadłużonym, do których należy zdecydowana większość państw Zachodu. Pozwala bowiem obniżyć realne zadłużenie i wygenerować środki na pomoc „potrzebującym” (a więc podupadającym bankom o kluczowym znaczeniu i zadłużonym państwom). W Stanach dochodzi do tego czynnik wyborczy. Inflacja, wywołana wzrostem podaży pieniądza i niską stopą procentową (w USA jest ona na poziomie… 0%) pozwala na przejściowe pobudzenie gospodarki. Tani kredyt stwarza popyt na długofalowe inwestycje, które ze swej natury przez długi czas nie przynoszą zysków (i są uzależnione od kredytowania). Inwestycje te stwarzają miejsca pracy i poprawiają nastroje wyborców. Nakręcanie inflacyjnej spirali doprowadza jednak w końcu do zagrożenia hiperinflacją. Rząd może albo do niej dopuścić, albo podjąć działania mające na celu schłodzenie gospodarki. Jeśli wybierze tę drugą opcję (co czyni zazwyczaj), podwyższa stopę procentową, co prowadzi do upadku uzależnionych od kredytowania długofalowych przedsięwzięć. Po boomie następuje okres kryzysu i recesji. Podobna sytuacja miała miejsce podczas ostatniego kryzysu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych (9).

Obawa przed kryzysem przyczyniła się do znaczącego wzrostu kursu złota wyrażonego w USD w ostatnich 3 latach. Źródło: money.pl

Perspektywa gospodarcza przed jaką stoi dzisiejszy świat nie jest więc różowa. Kryzys nie został zażegnany, lecz jedynie odłożony w czasie. Takie postępowanie jest charakterystyczne dla systemów politycznych opartych na kadencyjności – rządzących cechuje coś, co niemiecki ekonomista ze szkoły austriackiej – Hans Herman Hoppe określił mianem wysokiej preferencji czasowej. Nie są w stanie zrezygnować z dóbr teraźniejszych na rzecz większego zysku (czy w tym przypadku uniknięcia większej straty) w przyszłości. Ich horyzont sięga bowiem aktualnej kadencji czy mających odbyć się w ciągu kilku miesięcy wyborów. Zerowe stopy procentowe, polityka taniego pieniądza, wsparcie zadłużonych wynika właśnie z tego rodzaju krótkowzroczności. Nowe pieniądze bez pokrycia nie stanowią przecież żadnej realnej wartości. Dla gospodarki korzystne może być tylko wyprodukowanie rzeczywistych dóbr – stanowiących wartość dla konsumentów – a nie elektronicznego zapisu na koncie. Polityka inflacyjna jest (podobnie jak każdy socjalizm) grą o sumie zerowej. Zyskują na niej pierwsi odbiorcy nowego pieniądza (banki), a traci (po pewnym czasie, np. po wyborach) społeczeństwo.

Ponadto dzisiejszy system polityczno-ekonomiczny opiera się na władzy oligarchii, do której należą państwo i banki (a także ich główni klienci). Na sojuszu tym zyskują obie strony. Państwo posiadając monopol na emisję pieniądza gotówkowego i dysponując bankiem centralnym odgrywa kluczową rolę w gospodarce. Jeśli chce zwiększyć swoje dochody nie musi ograniczać się do poboru podatków, lecz może wydrukować sobie nowy pieniądz. Tego rodzaju podatek inflacyjny jest mniej zauważalny przez społeczeństwo, a jego koszty poboru są tańsze. Banki także zyskują na tym sojuszu. Chociaż ich rola w gospodarce zdaje się być ograniczona (gdyż np. nie mogą one emitować gotówki), to państwo wynagradza im te straty z nawiązką. Bank centralny jako pożyczkodawca ostatniej szansy zabezpiecza banki przed ryzykiem związanym z ich ekspansją kredytową10. Wprawdzie gwarancja ta nie jest stuprocentowa (czego dowodzi przykład Lehman Brothers), lecz zazwyczaj banki mogą liczyć na pomoc , czego dowodem jest ostatni bailout. Nic nie wskazuje, by bez całkowitej katastrofy kształt obecnego systemu opartego na kadencyjności rządów i sojuszu państwowo-bankowym uległ zmianie. Dlatego też widmo wysokiej inflacji i niestabilności gospodarczej będzie nadal krążyć nad Europą i Stanami Zjednoczonymi.

Zrozumienie tych faktów pozwala na przypuszczenie, że mimo przejściowej korekty, cena złota w dłuższej perspektywie będzie nadal rosła. Złoto stanowi bowiem zabezpieczenie zarówno przed deprecjacją pieniądza papierowego jak i recesją przejawiającą się w spadku cen akcji. Posiadanie złota jest także gwarantem niezależności na wypadek ostatecznego upadku systemu państwowo-bankowego. Być może opinie radykałów o konieczności zaopatrzenia się na czasy kryzysu w jedynie trzy niezbędne atrybuty – a więc konserwy, broń i złoto są nieco przesadzone. Niemniej jednak wydaje się, że czasy kryzysu są dla złota korzystne i wzmacniają jego rolę w portfelu jako polisy ubezpieczeniowej.

Marcin Jendrzejczak
Artykuł jest wyrazem poglądów autora i nie stanowi porady inwestycyjnej w rozumieniu prawa.

(1) Dotyczy okresu od 20.4.2009r. do 17.4.2012r. Źródło: http://www.money.pl/gielda/surowce/dane,zloto.html

(2) Dotyczy okresu od 18.4.2011 do 17.4.2012r. Źródło: tamże.

(3) Dotyczy okresu od 18.1.2012 do 17.4.2012r. Źródło: tamże.

(4) Polski inwestor powinien też pamiętać, że jego zyski zależą też od wartości PLN w stosunku do tych walut. Umocnienie złotego względem nich oznacza zmniejszenie zysków polskich posiadaczy złota. Z drugiej jednak strony rynek polski nie jest oderwany od rynków światowych. Wzrost popytu i ceny złota zagranicą sprzyja więc podobnym posunięciom w Polsce.

(9) Od 2002r. stopy procentowe w USA były na niskim poziomie, co stworzyło popyt na kredyty hipoteczne, traktowane przez wielu jako forma inwestycji (np. kredyt pod wynajem). Po dwóch latach nastąpił ich znaczący wzrost. W marcu 2006r. stopa dyskontowa wynosiła 6.25%. Spowodowało to poważne symptomy kryzysu, takie jak zaprzestanie spłacania długów przez kredytobiorców i wynikające stąd problemy banków. Od 2007r. rozpoczęto gwałtowną obniżkę stóp. Por.http://www.bankier.pl/inwestowanie/notowania/macro/dane.html?id=59

(10) Istnienie banków centralnych jest też korzystne dla banków prywatnych z innych powodów. Kwestia ta jest szerzej omówiona w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza”. Por. Murray Rothbard, Złoto banki ludzie – krótka historia pieniądza, Fijor Publishing, Chicago-Warszawa, s. 88-92.

[sam id=”3″ codes=”true”]

Przekaż dalej

O autorze

Absolwent politologii w Collegium Civitas w Warszawie. Obecnie mieszka w Krakowie i pisze doktorat z wolnej stopy na temat relacji między kulturą a gospodarką kapitalistyczną w myśli Michaela Novaka. Pracował w branży finansowej w firmie AXA. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem, głównie ekonomicznym. Publikuje m.in. w Miesięczniku Finansowym „Bank”, w piśmie „Sukces”, magazynie „Polonia Christiana” oraz na portalu www.pch24.pl.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.