Czy w standardzie złota możliwy jest cykl koniunkturalny?

0

W jednym z poprzednich tekstów wykazałem, że inflacja złota na poziomie inflacji pieniądza papierowego jest praktycznie niemożliwa. Jednak pozostaje pytanie, czy nawet relatywnie niewielki przyrost złota mógłby doprowadzić do powstania cyklu koniunkturalnego.

 

Za standard złota rozumiem tutaj system, w którym złoto stanowi powszechny środek wymiany, zaś banknoty papierowe traktuje się jak kwity magazynowe opiewające na równowartość danej ilości złotych sztab i monet. Prawdziwy standard złota to zatem system stuprocentowej rezerwy (Skousen, Struktura produkcji, s. 302). Pytanie nie jest banalne i nawet wśród ekonomistów austriackich, jak wskazuje Murphy, nie ma zgody co do jednoznacznej odpowiedzi.

Można bowiem argumentować, że ponieważ złoto pełni funkcję powszechnie akceptowalnego środka wymiany, wzrost jego ilości nie może zwiększyć dobrobytu członków społeczeństwa, gdyż nie wzrasta ilość realnych dóbr. Jeśli zatem właściciel kopalni złota, który natknął się na nową żyłę złota, wprowadzi za pośrednictwem banków te nowe środki na rynek kredytowy, to stopa procentowa spadnie, co doprowadzi do sztucznego boomu. Ostatecznie, przecież „nikt nie będzie musiał ograniczyć swojej konsumpcji tylko dlatego, że jakiś facet natrafił przypadkiem na kilka ton złota zagrzebanych w ziemi”.

Powyższa analiza jest jednak pełna błędów. Po pierwsze, zakłada się w niej raczej mało prawdopodobny scenariusz, że właściciel kopalni właściwie potyka się o nową żyłę złota, którą następnie bezkosztowo eksploatuje. W rzeczywistości eksploatacja nowych złóż złota wymaga poniesienia znacznych nakładów. Będzie to szczególnie prawdziwe, gdy założymy, że naszą analizę rozpoczynamy w punkcie równowagi, w którym kapitał i praca są już wykorzystywane w optymalny sposób. Zwiększenie wydobycia będzie więc wymagać wzrostu oszczędności, które można będzie przeznaczyć na zakup nowych maszyn i zatrudnienie kolejnych pracowników. Jest to zgodne z praktyką życia gospodarczego, w której wzrost wydobycia złota wiążę się na ogół z koniecznością wydobywania w głębszych szybach, co wymaga często ograniczenia obecnej produkcji, „żeby przeznaczyć więcej zasobów na kopanie głębiej i poszerzanie poszukiwań w celu maksymalizowania zysków w długim okresie” (Ibid., s. 310).

Mysaver - magazyn o twoich pieniądzach

Po drugie, ta teoria błędnie zakłada, że złoto jest wyłącznie powszechnym środkiem wymiany – albo dokładniej, że środek wymiany jest osobną kategorią dóbr, obok dóbr konsumpcyjnych i kapitałowych – a więc każda jego ilość może równie dobrze pełnić tę funkcję (ceny i tak się dostosują). Złoto jest jednak również towarem, społecznie pożądanym dobrem, które jest dostarczane na rynek poprzez dobrowolne wymiany. Gdyby jego ilość nie miała znaczenia, to przemysł wydobywczy stałby się po prostu nierentowny. Ponieważ jest inaczej, oznacza to, że ludzie pragną posiadać raczej większą ilość złota niż mniejszą. I bynajmniej nie chodzi tutaj wyłącznie o niemonetarne zastosowanie złota w przemyśle. Jak udowodniłem w tym artykule, pieniądz jest dobrem kapitałowym, które ułatwia (przyśpiesza) proces wymiany między jednostkami – widać więc, że zmiana ilości złota ma znaczenie dla społecznego dobrobytu.

Po trzecie, powyższa analiza zapomina o istotnej różnicy pomiędzy stuprocentowym standardem złota a systemem rezerwy cząstkowej. Jak bowiem zauważa Rothbard, „ekspansja kredytu bankowego prowadzi do zniekształcenia przekazywanych przez rynek informacji dotyczących struktury dobrowolnych preferencji czasowych, podczas gdy napływ złota jest wyrazem zmian w tej strukturze” (Wielki kryzys w Ameryce, s. 28). Innymi słowy, nowe złoto może trafić na rynek kredytowy tylko w wyniku spadku preferencji czasowej właściciela kopalni, a więc relatywnego wzrostu jego dobrowolnych oszczędności. Także w systemie stuprocentowego standardu złota kryzys, który wybucha w wyniku niedostatecznej podaży dobrowolnych oszczędności (względem rozdmuchanych inwestycji poprzez kreację kredytu odbywającą się w oparciu o rezerwę cząstkową), nie pojawi się.

Zakładając jednak na potrzeby tego artykułu, że cykl koniunkturalny w stuprocentowym standardzie złota byłby możliwy, należy zwrócić uwagę, iż jego skala byłaby mocno ograniczona. Jak już wspominałem, koszty produkcji złota oraz jego fizyczne właściwości powodują, że skala inflacji złota byłaby nieporównywalnie mniejsza niż inflacja pieniądza papierowego. Ponadto, ponieważ złoto jest praktycznie niezniszczalne, deflacja – a więc spadek ilości pieniądza – byłaby właściwie niemożliwa w takiej gospodarce. Wskazuje się, że ogólny zasób złota nigdy w historii nie spadł rok do roku. Wynika to minimalnej konsumpcji (finalnej) żółtego kruszcu. Pomijając przypadki zgubienia lub nieodzyskania w przemyśle, złota nie ubywa – zmienia ono jedynie swoją postać. Co więcej, nawet jeśli w stuprocentowym standardzie złota dochodziłoby do zakłóceń gospodarki, to miałyby one raczej postać nieregularnych fluktuacji niż regularnych cykli koniunkturalnych. Poza tym, ponieważ podaż pieniądza byłaby łatwa do obliczenia w stuprocentowym standardzie złota, zaś jego wzrost zależałby od zyskowności działalności wydobywczej, a nie od arbitralnych decyzji polityków i centralnych bankierów, przedsiębiorcy mogliby dużo łatwiej przewidywać takie wahania gospodarcze i się do nich odpowiednio dostosować.

 

Na koniec warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną zaletę standardu złota. Nie tylko uniemożliwia pojawienie się cykli koniunkturalnych, ale także zapewnia stabilność siły nabywczej, co jest przecież uważane za podstawowy cel polityki monetarnej. Otóż, wzrost cen (spadek siły nabywczej złota) spowoduje zmniejszenie się rentowności kopalni złota, a to przyczyni się do zmniejszenia wydobycia złota oraz zwiększonego zastosowania złota do celów niemonetarnych, a następnie do spadku cen. Analogicznie będzie w przypadku spadku cen (wzrostu siły nabywczej złota), który spowoduje zwiększenie się zyskowności przemysłu wydobywczego, co przełoży się na większe wydobycie złota oraz intensyfikację przetapiania biżuterii i złomu, a w następnej kolejności do wzrostu cen.

Arkadiusz Sieroń

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w Instytucie Misesa jako redaktor oraz w ING PTE jako młodszy analityk akcji. Posiada licencję doradcy inwestycyjnego nr 382. Zwolennik austriackiej szkoły w ekonomii. Prywatnie fotograf, podróżnik i szachista.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.