Siedem obalonych argumentów przeciwko złotu. Złoto a nowoczesność

0

Jak zauważył pewien internauta, liczne libertariańskie pomysły zyskują coraz większą popularność wśród młodych ludzi. Wolność od przymusu ubezpieczeń, podatków i zbędnych regulacji jawią się jako oswobodzenie od socjalistycznego balastu i przestarzałych rozwiązań.

gold

Niemniej jednak, gdy przychodzi do omawiania kwestii waluty, to zwolennicy oparcia jej na złocie spotykają się z krytyką, jako osoby pragnące zawrócić koło historii. Złoto jawi się jako barbarzyński relikt czy średniowieczna pozostałość. Atrakcyjniejszy wydaje się współczesny pieniądz elektroniczny, tworzony praktycznie z niczego.

 

Twierdzenia te są prawdziwe o tyle, że jak powiedział Murray N. Rothbard, żaden barbarzyńca twardo stąpający po ziemi nie uwierzyłby w realną wartość kawałka papieru (a dziś także elektronicznego zapisu na koncie). Warto też zauważyć, że zwolennicy austriackiej szkoły ekonomicznej, będący zazwyczaj propagatorami złotego pieniądza, nie dążą zazwyczaj do nadania złotu rządowego przywileju. Uważają, że wybrać walutę powinien rynek, a więc swobodnie działający ludzie. Przekonanie o tym, że w konkurencji rynkowej zwycięży właśnie złoto bierze się z analizy właściwości tego kruszcu (rzadkość, zastosowanie praktyczne – w jubilerstwie czy dentystyce, niski wzrost podaży, etc.) i przede wszystkim z danych historycznych. W cywilizowanym świecie złoto (wraz z używanym do mniejszych płatności srebrem) wygrało tę konkurencję. Ponadto, nawet współcześnie, gdy w wyniku rządowego przymusu złoto nie jest prawnym środkiem płatniczym, służy ono do celów inwestycyjnych i osiąga wysokie ceny. Dlatego argument zwolenników walutowego status quo, odwołujący się do poczucia „nowoczesności” sprowadza się w praktyce do twierdzenia, że przymus jest nowocześniejszy od wolności. Twierdzenie to jest zaś jawnym absurdem, skoro przymus jest tak stary jak ludzkie społeczeństwo i dzieje niewolnictwa.

Mysaver - magazyn o twoich pieniądzach

Rosyjski niedźwiedź

Kolejną obawą przeciwników oparcia gospodarki na złocie jest lęk przed wzrostem wpływów krajów, w których wydobycie złota jest największe, takich jak Rosja czy RPA. Obawa ta jest znacznie przesadzona. Jak pisze Ron Paul: „biorąc pod uwagę obecny poziom wydobycia złota w Rosji, podwojenie światowej podaży złota zajęłoby im ponad sto lat. Każdy, kto kontroluje wydobycie w okolicach jednego procenta światowego poziomu w tej dziedzinie w ciągu roku, nie może praktycznie wpływać na cenę kruszczcu”. W rzeczywistości większym zagrożeniem jest złoto posiadane przez amerykański FED. Gdyby instytucja ta istniała po uwolnieniu rynku walutowego, mogłaby manipulować jego ceną. Dlatego też złoto w Ameryce powinno być zwrócone narodowi, gdyż zostało mu skonfiskowane przy wprowadzaniu przymusowego standardu pieniądza papierowego. Swoją drogą ciekawe, że osoby obawiające się manipulacji cenowych ze strony głównych wydobywców złota nie martwią się o aktualne możliwości manipulacyjne ze strony banków centralnych. Mogą one np. zwiększyć podaż pieniądza poprzez uruchomienie prasy drukarskiej, bądź dokonanie zapisu na koncie. Nie potrzebują ciężkiej pracy górników. Lepszym zabezpieczeniem przed spadkiem wartości pieniądza jest natura świata (w którym ilość złota jest ograniczona) niż natura ludzka (dążąca często do własnego interesu kosztem innych).

Deflacja

Sztandarowy argument przeciwników standardu złota opiera się na widmie spadku cen (deflacji). Oczywiście – ceny mogłoby istotnie spaść – gdyż wartość złota (w przeciwieństwie do wartości papierowego pieniądza) na przestrzeni stuleci systematycznie wzrasta. Dzieje się tak nawet obecnie, gdy złoto nie jest walutą. Niemniej jednak deflacja, która wynikałaby z mechanizmów rynkowych nie byłaby niczym złym. Z punktu widzenia posiadaczy pieniądza (złota) byłoby to niewątpliwie zjawisko korzystne. Oszczędności byłby bardziej opłacalne, a realne płace by rosły. Obecnie pieniądze otrzymane pierwszego dnia miesiąca, pod jego koniec są już mniej warte, a szczątkowe opracowanie RORów tego nie wynagradza. Mniej opłaca się oszczędzać i akumulować kapitał, a bardziej zaciągać kredyty. Keynsowski mit o napędzaniu opartej na papierowym pieniądzu gospodarki przez inflację jest w rzeczywistości absurdem. Dobrobyt może zwiększyć tylko produkcja realnych dóbr, a nie zadrukowanych papierków. To ostatnia opcja co najwyżej doprowadzi do zysku jednych (tych, którzy pierwsi otrzymają nowy pieniądz) kosztem innych (tych, którzy dostaną go później, gdy sprzedawcy zorientują się w sytuacji i podniosą ceny).

Drogie złote zęby

Skoro ceny towarów wyrażonych w złocie prawdopodobnie by malały, to cena samego złota by rosła. Dziś wartość żółtego kruszcu wynika z jego zastosowania w stomatologii, jubilerstwie czy z wartości inwestycyjnych. Gdyby złoto stało się pieniądzem – a więc powszechnie akceptowanym środkiem wymiany, to popyt nań i cena wzrosłyby jeszcze bardziej. Zdaniem przeciwników pieniądza opartego na złocie jest to problem, gdyż przy okazji podskoczyłyby ceny wyrobów przemysłowych ze złota np. zawierających je sztucznych zębów.

Choć złoto będące pieniądzem samo byłoby miernikiem wartości, to jednak mówienie o cenie pieniądza nie jest bynajmniej błędne. Także dziś można powiedzieć, że ceną 20PLN jest np. bilet do kina. Problem z powyższym argumentem leży jednak gdzie indziej. Otóż stwierdzenie, że występująca na rynku cena czegoś jest „zbyt wysoka” jest równoważne wezwaniu do regulacji cen (w tym przypadku wprowadzeniu ceny maksymalnej). Cena maksymalna powoduje zaś niedobory (ludziom nie opłaca się produkować i sprzedawać danego dobra). Wywołuje kolejne problemy i sprzyja kolejnym regulacjom, u których kresu jest pełen socjalizm. Nawiasem mówiąc, rozważania te pokazują, że aktualna cena złota jest sztucznie zaniżona przez reżim papierowego pieniądza.

Koszt wydobycia

Przeciwnicy oparcia pieniądza na złocie twierdzą także, że jego wydobycie jest kosztowne, w przeciwieństwie do pieniądza papierowego (a w zasadzie papierowo- elektronicznego). Również tutaj mamy do czynienia z półprawdą. Niewątpliwie, wydobycie uncji złota w kopalni jest droższe, niż wydrukowanie np 50 banknotów 100-złotowych. Gdyby wydobycie złota nie byłoby kosztowne, to rynek nie wybrałby go na pieniądz. Trudności w zwiększeniu jego podaży przyczyniają się bowiem do tego, że złoto jest wartościowe w przeliczeniu na jednostkę masy. Dzięki temu może dobrze pełnić funkcję pieniądza. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku papieru. Pozyskanie papieru jest tanie (czasy, gdy drogocenny papirus był przechowywany przez egipskich kapłanów dawno minęły, dlatego nikt nie chciał nim płacić). Sytuację może zmienić dopiero rząd, który sztucznie zawyża cenę niektórych kawałków papieru, czyniąc z nich prawny środek płatniczy. Zresztą, jak zauważa ekonomista z Instytutu Misesa, Mateusz Machaj, ludzie wydobywają złoto (i ponoszą koszty) także, gdy nie jest ono pieniądzem.

Uzależnienie od woli politycznej

Szczególnie kuriozalnym argumentem przeciwników pieniądza opartego na złocie jest jego rzekoma chwiejność…polegająca na możliwości skonfiskowania złota przez polityków. Jak pisze autor jednego z bardziej znanych (i swoją drogą interesujących) blogów finansowych w polskim Internecie „możemy zauważyć, że w standardzie złota, państwa, to jest rządy i banki centralne, nie mogą prowadzić żadnej polityki monetarnej ponieważ polityka taka nie istnieje. Do czasu. Do czasu aż politycy zechcą przywrócić sobie kompetencje do prowadzenia takiej polityki. W historii zdarzyło się to wielokrotnie. Standard złota nie daje więc żadnego poczucia bezpieczeństwa, żadnej stabilności – ponieważ jego trwanie uzależnione jest od woli politycznej”. To prawda, jeśli wprowadzenie wolnego rynku pieniądza nie jest równoznaczne z gwarancją jego utrzymania na wieki wieków. Zawsze istnieje ryzyko, że państwo, mafia, kosmici czy ktokolwiek inny wymusi powrót do pieniądza papierowego, podobnie jak to zrobiono w przeszłości. Podobnie wprowadzenie zakazu zabójstw, gwałtów, tortur jest zależne od woli politycznej; zawsze do władzy może dojść ktoś, komu te prawa się nie będą podobać. Czy mamy dlatego zrezygnować z wszelkich praw i swobód, bo i tak kiedyś elity mogą je zawiesić?

Za mało złota na świecie

Można też wspomnieć o innym jeszcze argumencie, w myśl którego ilość złota istniejącego na świecie nie wystarczy, by mogło ono służyć jako pieniądz – szczególnie do mniejszych transakcji. Także ten argument jest łatwy do zbicia. Przecież z podstaw ekonomii wiadomo, że aby coś zostało wybrane jako pieniądz musi cechować się rzadkością, wysoką wartością na jednostkę masy, przenośnością, trwałością, a także podzielnością. Ta ostatnia cecha służy właśnie umożliwieniu stosowania danego środka wymiany nie tylko do dużych, lecz także do mniejszych transakcji. Jest mało prawdopodobne, by na przestrzeni stuleci ludzie decydowali się na posługiwanie złotem, jeśli nie byłoby ono podzielne. Dzisiejszy rynek (z powodu globalizacji i zwiększenia liczby ludności) jest oczywiście znacznie większy, niż w czasach, gdy istniał standard złota. Niemniej jednak, wydaje się, że wystarczającym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do mniejszych transakcji innego metalu np. srebra.

 

Utrzymywanie przymusowego standardu pieniądza papierowego nie ma w zasadzie żadnych zalet z punktu widzenia zwykłych ludzi. Służy jedynie rządzącej oligarchii – w której skład wchodzą państwo i banki. Przyznała ona sobie prawo do tworzenia pieniądza ex nihilo, dzięki czemu może odpowiednio powiększać swój dochód kosztem społeczeństwa lub zarabiać na udzielaniu łatwych kredytów. Usłużni ekonomiści z państwowych szkół uzasadniają te praktyki, podobnie jak kiedyś uzasadniali socjalizm realny. Niemniej jednak nie mogą oni zmienić praw ekonomii. Taka polityka na dłuższą metę jest katastrofalna, czego dowodem jest permanentny kryzys finansowy. Jej głównymi ofiarami są osoby, do których papierowy pieniądz dociera później (a więc tzw. zwykli obywatele i nie korzystający z kredytów bankowych biznesmeni), ludzie o stałych dochodach i oszczędzający w walucie papierowej. Co więcej system grozi całkowitym załamaniem, co postawi nas przed następującą alternatywą: gospodarka barterowa i powrót do barbarzyństwa lub wolny rynek pieniądza – który zapewne będzie pieniądzem złotym.

Marcin Jendrzejczak

 

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Absolwent politologii w Collegium Civitas w Warszawie. Obecnie mieszka w Krakowie i pisze doktorat z wolnej stopy na temat relacji między kulturą a gospodarką kapitalistyczną w myśli Michaela Novaka. Pracował w branży finansowej w firmie AXA. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem, głównie ekonomicznym. Publikuje m.in. w Miesięczniku Finansowym „Bank”, w piśmie „Sukces”, magazynie „Polonia Christiana” oraz na portalu www.pch24.pl.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.