Złote czasy standardu złota

0

Okres masowego wyzysku czy la Belle Epoque? Czas bezprecedensowego wzrostu czy masowej proletaryzacji? XIX wiek, ten faktyczny, a więc od Kongresu Wiedeńskiego (1815r.) do wybuchu I Wojny Światowej (w 1914r.) budził i będzie budził kontrowersje. Postarajmy się pokrótce przyjrzeć tej epoce z punktu widzenia ekonomii. A szczególnie jej kluczowego aspektu – pieniądza, który wówczas opierał się na złocie.

 

XIX wieczny kapitalizm jest stałym punktem ataków lewicowych intelektualistów, a także krytyki niektórych tradycjonalistów. Ci pierwsi oskarżają go o  wyzysk pracowników, masową pauperyzację i upadek stabilności zatrudnienia. Ci drudzy widzą w XIX stuleciu upadek kultury, obyczajów i starych wartości. Choć w twierdzeniach tych jest nieco prawdy, to pamiętajmy także o drugiej stronie medalu. Liczba ludności Europy w XIX wieku wzrosła z 200 do 400 milionów, co stanowiło wzrost zgoła bezprecedensowy. Masowe ubóstwo w tym okresie należy wiązać właśnie z ogromnym przyrostem demograficznym. We wcześniejszych czasach tylu ludzi po prostu nie przychodziło na świat, bądź umierało przy porodzie.

Jak zauważał Adam Smith, w szkockich górach, przed nastaniem kapitalizmu często zdarzało się, że matka rodziła 20 dzieci, z których jedynie dwoje przeżywało. Choć wiele spośród urodzonych w XIX stuleciu osób cierpiało biedę, to ich sytuacja i tak była lepsza od sytuacji przodków umierających przy porodzie lub w dzieciństwie. Co więcej, stawki wynagrodzeń w XIX wieku stale rosły. Jak pisze Thomas Woods „ W poważnym studium z 1985 roku ekonomista Nicholas F.R. Crafts szacował, że realny dochód na głowę w Anglii w okresie 1760-1860 uległ podwojeniu.

Historyk gospodarki R.M. Hartwell poświęcił tej debacie większość swojej kariery naukowej, by w 1970 roku stwierdzić: „Czy to już koniec kontrowersji? Jeśli idzie o standard życia, tj. koszyk dóbr, wydaje się, że jest to koniec, a przynajmniej powinien być”.

Ekonomia XIX wieczna oparta na złocie

Ekonomista ze szkoły austriackiej, Murray Rothbard uważał okres 1815-1914 za wyjątkowo udany z punktu widzenia ekonomicznego. Jak twierdził:  „Na okres <klasycznego> standardu złota panującego na Zachodzie w XIX i XX wieku, można spojrzeć jak na wiek złoty w sensie dosłownym i przenośnym”. W okresie tym waluty narodowe były definiowane jako określona część uncji złota (np. 1 dolar stanowił 1/20 uncji złota, a funt na poniżej ¼ uncji).

Choć wartości poszczególnych jednostek walutowych się różniły, to wszystkie były oparte na złocie. Można więc powiedzieć, że cały świat czerpał korzyści z faktu używania tego samego dobra, jako środka wymiany. Było to znaczne ułatwienie dla handlu i podziału pracy, jak również dla zachowania pokoju. Nie oznacza to jednak, że wszystko było idealnie. Wydobycie złota było wówczas zmonopolizowane przez rząd, istniał też pieniądz papierowy (oficjalnie wymienialny na złoto, ale bez pełnego pokrycia).

Dlatego też zdarzały się cykle koniunkturalne, choć miały one łagodniejszy przebieg. Związanym z istnieniem wówczas standardem złota zjawiskiem w światowej gospodarce była deflacja – a więc ciągły spadek cen. Jest to jeden z głównych powodów, dla którego część ekonomistów krytykuje okres standardu złota. Przyjrzyjmy się więc bliżej zjawisku deflacji.

Złoto a deflacja

W gospodarce opartej na złocie nie można w równie łatwy sposób, co w systemie pieniądza papierowego zwiększyć jego podaży. Upraszczając: znacznie trudniej jest wydobyć nowe złoto, niż uruchomić drukarnię. Ponieważ podaż pieniądza rośnie zazwyczaj wolniej, to zwiększanie się ilości dóbr powoduje spadek ich cen. Dane historyczne to potwierdzają. O deflacji występującej w XIX wieku, szczególnie w jego trzech ostatnich dekadach pisał m.in. minister finansów, Jacek Rostowski.

Zauważył on, że deflacja nie przeszkodziła wówczas wzrostowi ekonomicznemu, a wręcz przeciwnie. Jak pisał, „Istotnie, większość świata doświadczyła takiego okresu przez ostatnie trzy dekady XIX wieku. Ceny spadały wtedy w sposób ciągły, a mimo to miał miejsce pokaźny wzrost. Był to złoty okres <standardu złota>”. Skąd się więc bierze niechęć w stosunku do deflacji i powodującego ją standardu złota?

O ile inflacja szkodzi kredytobiorcom, o tyle deflacja bywa nazywana podatkiem nałożonym na kredytobiorców. Ponadto jest ona szkodliwa dla posiadaczy mało płynnych aktywów, takich jak nieruchomości. Tracą one bowiem na wartości (wyrażonej w pieniądzu), a nie da się ich szybko pozbyć. Ponadto deflacja ma sprzyjać opóźnieniu konsumpcji, gdyż klienci oczekują na dalszy spadek cen. W pewnych przypadkach prowadzi do spadku produkcji przemysłowej, która przestaje się opłacać. Na poparcie tej tezy, podaje się choćby przypadek Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. W 1932r. indeks cen towarów konsumpcyjnych spadł o 10,3%, zaś produkcja przemysłowa o 21,6%.

Choć niektóre z tych i innych argumentów przeciwników deflacji są prawdziwe, to warto zwrócić uwagę też na drugą stronę medalu. Chociaż deflacja szkodzi dłużnikom, to jednak jest korzystna z punktu widzenia wierzycieli i oszczędzających. W warunkach deflacji łatwiej jest zbudować trwały kapitał dający rodzinom zabezpieczenie finansowe. Te oszczędności, jeśli nie będą trzymane w przysłowiowej skarpecie, mogą zresztą posłużyć jako środki do udzielenia trafnych kredytów inwestycyjnych.

Ponadto, choć deflacja może istotnie opóźniać konsumpcję, co jest szkodliwe z punktu widzenia producentów i sprzedawców, to należy zauważyć, że ludzie nie mogą odkładać konsumpcji w nieskończoność. Przykładem tego jest rynek produktów elektronicznych – telewizorów, komputerów etc. Ich ceny stale maleją, a mimo to ludzie nie odkładają decyzji o zakupie w nieskończoność. Przeciwnie – sprzedaż dóbr związanych z nowymi technologiami stale rośnie.

Jest także inny, nie mniej interesujący aspekt deflacji. Otóż, zmusza ona do produkcji dóbr wysokiej jakości. Gdy bowiem konsument ma bodziec do odłożenia w czasie decyzji o zakupie, zdecyduje się wydać pieniądze tylko na coś naprawdę dobrego. Co więcej, dobra produkowane w gospodarce deflacyjnej powinny być naprawialne. Tymczasem we współczesnej gospodarce opartej na inflacji, produkuje się rzeczy niskiej jakości i trudne do naprawy. Istnieje bowiem założenie, że ludzie i tak kupią za kilka lat nowy model. Będzie się im to bowiem „opłacać”, w przeciwieństwie do przechowywania tracącego na wartości pieniądza.

Standard złota a Wielki Kryzys

Kolejnym zarzutem wobec standardu złota jest jego negatywna rola podczas Wielkiego Kryzysu (1929-32). Złoto bywa wręcz postrzegane jako jedno z głównych źródeł Wielkiego Kryzysu. Tymczasem wyjaśnienie zaproponowane przez szkołę austriacką, np. przez Murray’a Rothbarda jest zgoła odmienne. Lata 20. były w USA okresem znaczącej 63-procentowej zwyżki podaży pieniądza. Głównymi tego przyczynami były wzrost stopy rezerw obowiązkowych (trzymanej przez bank gotówki na pokrycie depozytów) i zwiększenie samego poziomu rezerw bankowych.

Chociaż w Stanach Zjednoczonych w latach 20. stopy rezerw obowiązkowych nie ulegały zmianom, to można mówić o zmianach w tzw. efektywnej stopie rezerw obowiązkowych. Banki w tym okresie były bowiem zobowiązane do posiadania 3% rezerw na pokrycie rachunków na żądanie i 10% na pokrycie depozytów terminowych. Wzrost liczby lokat terminowych w stosunku do depozytów na żądanie umożliwił więc bankom emisję większej ilości pieniądza bez pokrycia.

Kolejnym powodem inflacji w latach 20. było zwiększenie całkowitej ilości rezerw, którymi dysponowały banki. Jak pisał Rothbard „Wzrost całkowitych rezerw o 47 procent (z 1,6 mld dolarów do 2,36 mld dolarów) odpowiadał w znacznej mierze za wzrost podaży pieniądza o 62 procent (z 45,3 mld dolarów do 73,3 mld dolarów)”. To, że wzrost rezerw o zaledwie 760 mln dolarów miał tak potężny wpływ na podaż pieniądza, która wzrosła aż o 28 mld dolarów, wynika bezpośrednio z  charakteru amerykańskiego systemu bankowego, kontrolowanego przez rząd”.

Za rozszerzenie rezerw odpowiedzialna była w znacznej mierze Rezerwa Federalna, podejmująca działania takie, jak udzielanie kredytów bankom prywatnym czy skup posiadanych przez nie aktywów za wprowadzaną w obieg gotówkę.

Wielki Kryzys był więc typowym kryzysem wynikającym z cyklu koniunkturalnego wywołanego zwiększeniem podaży pieniądza. Nowy pieniądz skłonił do inwestycji, które okazały się niepotrzebne i nietrafne. Spowodowało to zwolnienia, bezrobocie i spadek produkcji. Natomiast powodem utrzymywania się Wielkiego Kryzysu nie było obowiązywanie standardu złota, lecz ingerencja państwa.

Prezydent Herbert Hoover w celu zapobieżenia skutkom kryzysu podjął działania interwencyjne, takie, jak: zakaz zwalniania pracowników, pomoc dla upadających przedsiębiorstw czy finansowanie niepotrzebnych z gospodarczego punktu widzenia robót publicznych. Opóźniło to dostosowanie się gospodarki do nowych warunków i przekierowanie środków produkcji na nowe inwestycje. Zatem to interwencja państwa, a nie standard złota utrudniła wyjście z kryzysu.

Przekaż dalej

O autorze

Absolwent politologii w Collegium Civitas w Warszawie. Obecnie mieszka w Krakowie i pisze doktorat z wolnej stopy na temat relacji między kulturą a gospodarką kapitalistyczną w myśli Michaela Novaka. Pracował w branży finansowej w firmie AXA. Obecnie zajmuje się dziennikarstwem, głównie ekonomicznym. Publikuje m.in. w Miesięczniku Finansowym „Bank”, w piśmie „Sukces”, magazynie „Polonia Christiana” oraz na portalu www.pch24.pl.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.