Czy politycy znają się na gospodarce?

0

Niestety nie. A na pewno nie Ci, którzy znać się powinni. Mamy to nieszczęście, że w większości przypadków politycy nie dość, że o procesach i zasadach rządzących na rynkach mają śladowe pojęcie, to jeszcze nie szanują zarabianych przez nas z trudem pieniędzy. 

medications-257333_1280

Nie ma znaczenia, czy piszemy o obecnej ekipie rządzącej, czy o tej, która władzę oddała. Moglibyśmy cofnąć się jeszcze kilkanaście lat wcześniej – wtedy politycy również nie mieli się specjalnie czym chwalić. Obraz stosunku wszystkich ekip do pieniądza nie napawa optymizmem. Ogólnie z niebywałą wręcz łatwością przychodzi klasie politycznej pieniądze wydawać, gorzej jest z ich oszczędzaniem, o edukacji finansowej Polaków nie wspominając.

Czym dla polityków jest bezpieczeństwo?

Silna armia? Złoża ropy? Bezpieczeństwo energetyczne? Pewnie wszystkie te zagadnienia rzeczywiście bezpieczeństwa dotyczą (chodź akurat złóż ropy w Polsce nie mamy zbyt wielu…). Ale czy aby nie jest jednym z jego elementów stabilna sytuacja polskich gospodarstw domowych oraz świadome i wyedukowane społeczeństwo, potrafiące racjonalnie planować i wydawać pieniądze, myśląc przy tym o przyszłości?

Mamy to nieszczęście, że władza w Polsce (podobnie jak w wielu innych krajach) paraliżuje. Czasem przed wyborami, czasem po. Ciągnące się w nieskończoność festiwale kuriozalnych pomysłów, od których włos się na głowie jeży, przeplatane są pseudo odpowiedzialnymi decyzjami gwarantującymi popularność w sondażach. Czy ktoś dziś myśli o finansowym bezpieczeństwie Polaków za paręnaście czy parędziesiąt lat? A skąd. Nie myślał o tym poprzedni rząd, wydaje się nie myśleć obecny. Dlaczego?

Mysaver - magazyn o twoich pieniądzach

Reforma? Jaka reforma?

Bombą z opóźnionym zapłonem jest oczywiście system emerytalny. I nie dajmy się zwieźć, że rząd Donalda Tuska zrobił wiele aby go usprawnić. Owszem, wydłużył co prawda okres, po którym przechodzimy na emeryturę (ruch dobry) i obciął niektóre przywileje. Ale za to zagarną do państwowej kasy (a właściwie dziury budżetowej) nasze prywatne pieniądze ulokowane w Otwartych Funduszach Emerytalnych.

Czy rząd Beaty Szydło będzie w tej sprawie postępował inaczej? Już wiemy, że niestety nie. Polityczna cena zreformowania systemu emerytalnego jest zbyt wysoka – utrata popularności i społecznego mandatu do reformowania państwa to ostatnia rzecz o jakiej chcieliby słyszeć politycy Prawa i Sprawiedliwości. A i na resztki środków w OFE politycy PiS-u również mają chrapkę.

Reformy systemu emerytalnego jak widać nie podejmie się nikt i chyba pozostanie nam doczekać jego kresu. I nie jest prawdą, że ów system paść nie może. Wraz z bankructwem kraju, taka sytuacja jest możliwa, a wtedy nikogo los emerytów nie będzie specjalnie obchodził.

Powyższe dwa przykłady to tak naprawdę czubek góry lodowej. Wymieniać można by ich jeszcze sporo i wszystkie były by raczej zarzutami pod adresem obecnej i byłej ekipy rządzącej. 500 złotych na dziecko i 8 tys. złotych kwoty wolnej od podatku dały PiS-owi spektakularne zwycięstwo w wyborach najpierw prezydenckich, potem parlamentarnych. Ale nie oszukujmy się – budżet nie jest w stanie tego udźwignąć. Módlmy się, oby nie przyszedł nagle globalny kryzys finansowy, bo przy takim obciążeniu państwowej kasy nie będzie już pieniędzy na ratowanie gospodarki, sektora bankowego czy kilku innych.

Ale żeby być sprawiedliwym, wróćmy do rządów koalicji PO-PSL – czy szacunek do pieniędzy Polaków przejawiał się może w podnoszeniu podatku VAT czy może w rozdmuchiwaniu państwowej administracji? A może było ten szacunek widać i słychać na nagraniach w pewnej kawiarni lub w trakcie afery hazardowej, o której mało już przecież dziś ktoś pamięta? Wątpliwe.

Nieważne co będzie jutro. Dziś mocno trzymamy się stołków

Poruszamy się oczywiście w sferze uogólnień, aczkolwiek zarzuty pod adresem polityków są konkretne i powiedziano już o nich prawie wszystko. Niestety ta grupa społeczna niewiele sobie z tego robi, uzurpując sobie prawo do działania kierując się pobudkami politycznymi, a nie wynikającymi z prostych działań matematycznych.

Dochodzimy zatem do konkluzji, że polityka jest jedyną sferą, w której dwa plus dwa równa się pięć. Ale jeśli akurat jest realna potrzeba, żeby równało się sześć czy nawet dziesięć, nie będzie z tym najmniejszego problemu. A to, że różnicę jaką wskazuje kalkulator będzie kiedyś trzeba oddać z nawiązką, nie stanowi żadnej przeszkody. O to niech martwią się inni. Ci, którzy za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat staną wobec mniejszej liczby ludzi pracujących, większej pobierających świadczenia emerytalne i gigantycznej dziury w budżecie, którą załatać będzie można już wtedy tylko pieniędzmi… podatników.

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Analityk rynków finansowych oraz wpływających na otoczenie makroekonomiczne decyzji podejmowanych przez polityków. Specjalista ds. komunikacji - obecnie menedżer komunikacji giełdowej spółce Vantage Development. Absolwent studiów MBA, w trakcie których pod kierunkiem prof. Romana Skarżyńskiego, wieloletniego pracownika Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie, napisał pracę dysertacyjną pt. „Wpływ marki oraz wizerunku na kondycję banków działających na polskim rynku w dobie globalnych kryzysów gospodarczych”. Po godzinach pracy zasłuchany w muzyce rozrywkowej i klasycznej miłośnik gór, dla którego największą wartością jest rodzina.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.