Umiesz liczyć? Licz na siebie, czyli jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z greckiej tragedii

1

Nie oszukujmy się – rynki finansowe i inwestorzy już dawno oswoili się z możliwością bankructwa Grecji i jej ewentualnego wyjścia ze strefy euro. I choć mieliśmy – i mamy – do czynienia z wahaniami kursów walut i nerwową sytuacją na giełdach, to reakcja całego sektora była spokojniejsza, niż się można było spodziewać. O wiele ważniejsze jest to, czy wyciągniemy z tej sytuacji wnioski – my, inwestorzy indywidualni, odpowiadający za swoje domowe budżety, ale przede wszystkim łaskawie panujący nam politycy, którzy niestety rzadko zwykli wyciągać jakiekolwiek wnioski.

money-256306_1280

Kluczowym słowem, a zarazem kompetencją, którą wszyscy powinniśmy się w tym przypadku wykazać, jest tu odpowiedzialność. Chodzi oczywiście o racjonalne zarządzanie finansami, z którymi Polacy mają ewidentnie problem. Politycy rozdają państwowe -czyli nasze- pieniądze (festiwal rozdawnictwa dopiero się rozpoczyna – wszak do wyborów pozostały jedynie cztery miesiące), a Polacy często wpadają w wir konsumpcjonizmu, który co prawda nakręca rodzimą gospodarkę, ale z drugiej strony w najmniejszym stopniu nie buduje bezpieczeństwa finansowego.

Na nasze szczęście polska gospodarka ma się naprawdę dobrze, co niestety często usypia naszą czujność. A jak widać, w dzisiejszych czasach radykalna zmiana nastrojów, jak i warunków w jakich przychodzi nam żyć, może przyjść w ułamku sekundy.

Tak, tak, musimy oszczędzać…

Na nic zdają się raporty (np. ostatni Banku Światowego, z grudnia 2014 roku), rozpaczliwe apele analityków, ekonomistów czy uznanych autorytetów. Powtarzane od lat truizmy, że “wszyscy musimy oszczędzać”, np. na emeryturę), choć dziś – jak nigdy jeszcze do tej pory – zasadne, nie przekładają się na zmianę nawyków Polaków.

Mysaver - magazyn o twoich pieniądzach

Badania i raporty pokazują różne dane, aczkolwiek rozbieżność bywa niewielka. Uogólniając wyniki – 40 proc. Polaków wydaje wszystkie zarobione środki, a 20 mln naszych rodaków nie ma ani grosza oszczędności. I co? Nic. Dalej nie oszczędzamy, choć większość z nas stać na odkładanie 200 zł miesięcznie (co po 10 latach, przy stopie zwrotu w wysokości 3 proc. pozwala odłożyć… 27 000 złotych!).

Pal sześć tę emeryturę. Nie dość, że będziemy pracować do 70-tki, to jeszcze pewnie większość z nas i tak nie dożyje tej emocjonującej chwili. Pytanie, co jeśli w międzyczasie dopadnie nasz piękny kraj kryzys podobny do tego, który pogrąża właśnie Grecję? W jednej chwili złotówka leci na łeb, na szyję. Eksport spada drastycznie, a utrzymujące się z handlu z zagranicą przedsiębiorstwa bankrutują z dnia na dzień. Banki zamykają placówki, ograniczając dostępność bankomatów, GPW wstrzymuje notowania obawiając się irracjonalnej przeceny akcji spółek notowanych na giełdzie. Bezrobocie w momencie wzrasta do 20-25 procent, a nam przychodzi otworzyć domowe sejfy, zlikwidować bankowe lokaty albo sprzedać jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych (wtedy kosztujące już pewnie grosze). Problem w tym, że połowa z nas nie ma czego zamykać, z czego wybierać i czego sprzedawać. Wizja mało przyjemna. Ale czy w dzisiejszych czasach naprawdę tak trudno ją kategorycznie wykluczyć?

Polityk. Pączek w maśle

Właśnie rozpoczęliśmy kolejny odcinek serialu rodem z Robin Hooda. Z tą jednak drobną różnicą, że politycy zabierać będą wszystkim (najmniej oczywiście sobie), ale rozdawać już będą akurat tym, na których głosy mogą liczyć najbardziej. Mieliśmy już do czynienia z taką sytuacją przy okazji wyborów prezydenckich, ale to przy tych parlamentarnych paranoja rozdawnictwa osiągnie zapewne apogeum.

Projekt “Śląsk 2.0” i wizyty obecnej i przyszłej pani premier na Śląsku na pewno nie są przypadkiem. I nie miejmy złudzeń, że jest to odsłona planowanej od lat strategii, że właśnie teraz jest na rozwój np. śląskiego przemysłu najlepszy moment. Przeszło 1,7 mln uprawnionych do głosowania jest łakomym kąskiem. A że jest wśród nich bardzo wielu niezdecydowanych (nic dziwnego, Górny Śląsk leży przecież na granicy Polski A i B) region ten może się okazać kluczem do zwycięstwa w październikowych wyborach. Naobiecujemy, że zrobimy z Górnego Śląska drugą Nadrenię-Westfalię, a że się nie uda? Nic to – intencje mieliśmy przecież jak najlepsze.

Politycy mają zresztą tę fatalną cechę, że ich działania determinują nie zaplanowane i długoterminowe strategie (bez których reforma systemu finansów publicznych jest niemożliwa), a sondażowe słupki oraz zbliżające się wybory. A że żyjemy w okresie permanentnej kampanii wyborczej, festiwal ten trwa i jego końca nie widać. Co gorsze, wszystko wskazuje na to, że ekipa, która przejmie władzę jesienią, raczej publicznych pieniędzy oszczędzać specjalnie nie zamierza. Szkoda, bo moment jest naprawdę dobry – Polska nie jest w żadnej ruinie, a gospodarka trzyma się naprawdę nieźle. Nadszedł czas, aby pomyśleć o przyszłości i nieco zacisnąć pasa. I zacząć wreszcie uczyć Polaków efektywnego oszczędzania, stwarzając im do tego możliwość. Jak? Znosząc na przykład podatek Belki od niektórych produktów i narzędzi służących długoterminowemu oszczędzaniu.

Oszczędzać musimy. I choćby nie wiadomo co, musimy nauczyć się robić to regularnie, długoterminowo i efektywnie. Czy będzie to program kupowania na raty sztabki złota czy comiesięczne odkładanie 200 złotych na RORze – nie ma większego znaczenia. Chodzi o nawyk, co będzie konsekwencją przewidywania wydarzeń, z jakimi możemy mieć do czynienia w bliższej, bądź dalszej przyszłości.

To samo tyczy się także polityków, którzy powinni przestać emocjonować się spadkiem bezrobocia poniżej 10 procent, a zastanowić się co zrobić, żeby polski budżet stać było np. na obniżenie podatków – choćby VAT-u, co przecież nam swego czasu… obiecali.

Grecy nie oszczędzali, nie potrafili podejmować odważnych decyzji. Z dalszej perspektywy wygląda to tak, że planu racjonalnej naprawy nie było nigdy, a wdrażane rozwiązania miały jedynie na celu doraźne poprawienie wizerunku, aby Międzynarodowy Fundusz Walutowy mógł uruchomić kolejną transzę pomocy. Jak to wyszło w praktyce, widzimy dziś wszyscy. Jak tak dalej pójdzie, grecka pozostanie nam jedynie sałatka i to z serem “typu feta”.

Fot. Pixabay.com

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Analityk rynków finansowych oraz wpływających na otoczenie makroekonomiczne decyzji podejmowanych przez polityków. Specjalista ds. komunikacji - obecnie menedżer komunikacji giełdowej spółce Vantage Development. Absolwent studiów MBA, w trakcie których pod kierunkiem prof. Romana Skarżyńskiego, wieloletniego pracownika Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie, napisał pracę dysertacyjną pt. „Wpływ marki oraz wizerunku na kondycję banków działających na polskim rynku w dobie globalnych kryzysów gospodarczych”. Po godzinach pracy zasłuchany w muzyce rozrywkowej i klasycznej miłośnik gór, dla którego największą wartością jest rodzina.

1 komentarz

  1. No i co z tego, że się zaoszczędzi pieniądze, skoro w momencie kryzysu ich wartość może spaść do przysłowiowej złotówki lub dostęp będzie prawie niemożliwy (patrz dostęp do pieniędzy z bankomatów w Grecji). Prawda jest taka, że artykuł nie mówi całej prawdy a prawda jest taka, że nigdzie nie ma żadnej gwarancji, że te zaoszczędzone pieniądze w ogóle będą miały jakąkolwiek wartość. Jasne, można napisać, żeby nie ufać gotówce, lokatom i akcjom i nabywać złoto, srebro lub nieruchomości. Problem w tym, że w momencie kryzysu nikt nie będzie chciał ich kupić a na pewno nie za kwotę za jaką byśmy chcieli je sprzedać. Prawda jest taka, że lepiej te pieniądze od razu skonsumować i mieć za nie COŚ niż ciułać przez całe życie i mieć NADZIEJĘ, że coś z nich będziemy mieć. Pewna jest tylko prowizja jaką kasują wszelkiej maści instytujce za to, że powierzamy im swoje pieniądze żyjąc NADZIEJĄ.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.