Czego uczy nas historia? – Część 1 – od starożytności do XIX w.

0

„Historia magistra vitae est”. O tym, że historia jest nauczycielką życia przekonywali już starożytni Rzymianie. Szkoda tylko, że mało kto bierze sobie te rady do serca. Wiele dawnych kryzysów finansowych może dać nam niezłe pojęcie o tym, co nas czeka w dzisiejszej zachwianej ekonomii.

 

„W historii najwięcej pieniędzy zostało bezpowrotnie straconych wcale nie w wyniku przemocy dokonywanej z bronią w ręku, ale z powodu czterech słów: ‘Tym razem jest inaczej’. Kolejne pokolenia wierzycieli i inwestorów po prostu niezmiennie wierzą, że kryzys ekonomiczny to coś, co przytrafia się innym ludziom, w innych miejscach i w zupełnie innych czasach.” To słowa Carmen Reinhart, ekonomistki z amerykańskiego Uniwersytetu Maryland, współautorki książki „Tym razem jest inaczej” o bankructwach państw w przeciągu ostatnich ośmiuset lat. Jednak zjawisko to sięga jeszcze dawniejszych czasów.

Zanim jednak przejdziemy do opisywania kolejnych przypadków, warto zdefiniować termin „bankructwo państwa”. Na potrzeby naszych artykułów przyjmujemy, że jest to niezdolność państwa do terminowej obsługi całości lub części swojego zadłużenia, czyli że Grecja jest obecnie bankrutem.

Mechanizm zadłużania

Święta w apartamencie od 260 zł/doba (4 os.) - SPRAWDŹ

 

Od starożytności mechanizm ten jest niemal niezmienny. Już w IV wieku przed naszą erą Dionizos Starszy, tyran Syrakuz, odczuwał niedobór pieniędzy na prowadzenie wojny. Wówczas wpadł na genialny pomysł. Wypuścił papierową walutę pod postacią kwitów dłużnych, które „dobrowolnie” kupowali jego poddani. Jednak gdy przyszło do spłaty, okazało się, że nie ma pieniędzy, więc skonfiskował wszystkie monety w kraju, przerobił te jednodrachmowe na dwie drachmy i spłacił nimi długi. W dzisiejszym języku nazwalibyśmy to dodrukiem pieniądza. Ciekawe czy rząd polski postąpi podobnie, gdy przyjdzie czas wypłacania „oszczędności emerytalnych” gromadzonych w ZUS i OFE?

Wojny to jedna przyczyna. Inną może być życie ponad stan, tak jak współczesnej Grecji. Stało się to udziałem m.in. Hiszpanii i Francji.

Po wielkich odkryciach geograficznych w XV wieku transporty złota i srebra z Nowego Świata sprawiły, że Hiszpania wyrosła na pierwszą od czasów Imperium Rzymskiego globalną potęgę. Jednak znaczną część tych kwot przeznaczano na wystawne życie rodu królewskiego i arystokracji. Hiszpania nie oszczędzała i nie inwestowała, stając się niezwykle podatną na wstrząsy. W XVI i XVII wieku ogłaszało bankructwa sześć razy, a przyczyny bywały prozaiczne, na przykład złupienie floty wiozącej kruszce do metropolii w 1628 r., na których poczet zdążono już zaciągnąć długi.

Z kolei monarchia francuska, uwikłana we wszystkie większe wojny na kontynencie, wcale nie zamierzała rezygnować z wystawnego życia, którego symbolem jest Wersal. Efektem były liczne bankructwa. Jeden z ministrów finansów Ludwika XV stworzył nawet teorię, która mówiła, że państwu należy pozwolić splajtować raz na sto lat, bo uzdrawia to sytuację gospodarczą.

Kto plajtował najczęściej? Samodzielnym „liderem” jest Hiszpania (czy kogoś to dziwi?), która zdążyła odmówić spłaty zobowiązań już 13 razy w swojej historii. Za nimi znajdują się Francja z ośmioma bankructwami. Ciekawym przypadkiem jest Grecja, która zdążyła splajtować już sześć razy (łącznie z 2012 r.), choć jej niepodległa historia nie liczy sobie nawet dwustu lat. Polska okazywała się niewypłacalna trzykrotnie: w 1936 r. (Wielki Kryzys), 1940 r. (efekt wydatków wojennych, których nie mógł regulować odcięty od kraju rząd londyński) i 1989 r. (redukcja zadłużenia pozostałego po rządach komunistycznych wynegocjowana przez Balcerowicza).

Jak ratowano bankrutów?

Recepta na ratowanie bankrutów od lat pozostaje niezmienna: dodruk pieniądza. Kiedyś wprost mówiono na to „psucie pieniądza”, dziś eufemistycznie określa się to „luzowaniem ilościowym” lub bardziej dosadnie, jak prof. Rybiński: „operacje LTRO2, QE3, czy WTF4”.

O tyranie Syrakuz już wspominaliśmy. Jednak psucie pieniądza było rozrywką, której nagminnie oddawali się władcy w całej Europie. Król Anglii Henryk VIII Tudor po zerwaniu z Kościołem katolickim skonfiskował jego dobra, ale pieniądze szybko się skończyły, a źle zarządzane majątki zaczęły wręcz przynosić straty. Przez ostatnie lata swoich rządów (1542-1547) Henryk pobił rekord świata, gdy zawartość srebra w funcie spadła o 83%. Inflację napędzał jednocześnie spadek wartości samego srebra, zwożonego w dużych ilościach z nowoodkrytej Ameryki Południowej. Sytuację zdołała opanować dopiero jego córka, Elżbieta I.

Mistrzami psucia waluty byli również sekretarze papiescy. Ich manipulacje doprowadziły m.in. do poważnego kryzysu w XIX-wiecznej strefie euro.

Kto zyskiwał, kto tracił?

Oczywiście zyskiwali rządzący. W końcu nie musieli spłacać potężnych długów, które pozaciągali, często na własne przyjemności. Wbrew temu co się nam wmawia, bankructwo państwa rzadko miało dalekosiężne, negatywne konsekwencje dla tych państw. Okresy najbardziej wzmożonych bankructw Hiszpanii i Francji to czas ich największej potęgi. Manipulacje Henryka VIII to wstęp do złotego wieku Anglii. Bankructwo nie jest końcem świata, jak wmawiają nam niektórzy ekonomiści.

Tracili oczywiście wierzyciele. Bronili się jak mogli, ale jeśli bankrutowało silne państwo, zwłaszcza silne militarnie, to mogli niewiele. Jednak mniejsze państwa często narażały się na interwencję zbrojną, zmierzającą do zainstalowania posłusznych rządów, które grzecznie spłacą długi. Wyspecjalizowali się w tym zwłaszcza Brytyjczycy i Amerykanie na przełomie XIX i XX w. Obecnie metody się zmieniły, ale działania UE wobec Grecji mają dokładnie ten sam cel.

Jedynym sposobem obrony wierzycieli był nacisk na innych polach. Gdy w XIV w. bankrutowała osłabiona Czarną Śmiercią i Wojną Stuletnią Anglia pod rządami Edwarda III, król nie ośmielił się zawiesić spłat wobec florenckich bankierów. Przez ich ręce przechodził cały handel angielską wełną, stanowiący podstawę angielskiej ekonomii i główne źródło dochodów państwa.

Bankructwo państw odbijało się negatywnie również na zwykłych obywatelach, którzy przez inflację tracili oszczędności i swoje majątki. Często byli również posiadaczami bezwartościowych obligacji, bo najprościej i najmniej ryzykownie jest zawiesić spłatę długu wewnętrznego.

Drogę wyjścia z tej sytuacji od 500 lat wskazują Fuggerowie, rodzina bankierów z Augsburga, która dzięki mądrym inwestycjom wyrosła na potęgę, z którą musiała się liczyć cała Europa. Fuggerowie pożyczali pieniądze plajtującym monarchom, ale pod zastaw trwałych dóbr: kopalni, złota (nie waluty!) czy klejnotów. Po bankructwach państw rozwijali z sukcesem przejęte przedsiębiorstwa i majątki.

Oczywiście my nie możemy pożyczać państwu pod zastaw, a w portfelach mamy głównie zobowiązania państwa, jakim jest waluta typu fiat. Jednak możemy wymieniać tę podatną na inflację papierową walutę na trwałe dobra chroniące przed nią w czasie kryzysu. Może to być ziemia, mogą być kamienie szlachetne czy sztuka. Jednak najlepszym, bo najmniej ryzykownym sposobem jest zabezpieczenie się w metalach szlachetnych: złocie i srebrze.

W następnym odcinku opiszemy, czego nauczyła nas historia kryzysów wypłacalności w ubiegłym wieku. Czyli co miało wspólnego psucie monety z Rewolucją Rosyjską i dlaczego USA stały się światową potęgą.

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Z wykształcenia politolog, z zawodu specjalista od promocji i marketingu on-line. W wolnych chwilach prowadzi największy w Polsce blog o futbolu amerykańskim. Finansami i oszczędzaniem pasjonuje się nie mniej niż sportem a rynkiem złota i numizmatyką zajmuje się od wielu lat w teorii i praktyce.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.