Dlaczego złoto nie lubi dolara?

2

Najprostsza odpowiedź brzmi – bo im droższy dolar, tym tańsze jest złoto. Aczkolwiek to oczywiście dość daleko idące uproszczenie. Konflikt na linii dolar-złoto ukształtowały wydarzenia ostatniej dekady, a przede wszystkim to, jak amerykańska gospodarka podniosła się po kryzysie finansowym.

6355327519_f05f0aa8a0_b

Ostatnie dziesięć lat było jednym z najbardziej interesujących okresów w historii światowej gospodarki jako systemu naczyń połączonych. Mieliśmy spektakularne rekordy cen wielu walorów, hossy na giełdowych parkietach, szaleńczy niemalże wzrost gospodarczy. Niektórzy wydali się zapominać, że odwrócenie koniunktury w końcu przyjść musi – nie inaczej było i tym razem. Kryzys finansowy uderzył z ogromną mocą, pogrążając kraje, inwestorów i wielu światowych biznesowych potentatów.

Nie wszyscy stracili na krachu

Jednym z wygranych światowego krachu było niewątpliwie złoto – jego wartość rosła niekiedy w szaleńczym tempie, z lekką zadyszką w 2008 roku.

Zrzut ekranu 2015-03-27 11.19.44

Ale późniejsze odbicie skończyło się dopiero historycznymi rekordami i niemalże irracjonalnymi poziomami cen tego wyjątkowej urody metalu szlachetnego. Dziś oczywiście narzekamy, że kurs złota zanurkował w 2012, ale przede wszystkim w 2013 roku, osiągając poziomy widziane w 2010 roku. Ale pamiętajmy przy tym, że złoto wciąż jest ponad dwa razy droższe niż było jeszcze 10 lat temu (ok. 1200 USD).

Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ale jedno pozostaje niezmienne – w im dłuższej perspektywie spojrzymy na cenę złota, bacznie analizując mocne fundamenty tego surowca, tym lepiej będziemy mogli się przekonać, że jest to walor perspektywiczny, gwarantujący przede wszystkim bezpieczeństwo kapitału.

Co z tym dolarem?

Jeszcze wcale nie tak dawno, bo rok temu, wielu analityków wieszczyło koniec dolara jako głównej waluty na świecie. Rzekomymi czynnikami destrukcyjnie na niego wpływającymi miały być kłopoty gospodarcze Stanów Zjednoczonych, chęć powołania wspólnej waluty krajów BRICS, która w dłuższej perspektywie miała grać właśnie na osłabienie dolara oraz rosnąca rola euro. Tymczasem minęło niespełna dwanaście i co? Sytuacja przedstawia się zgoła odmiennie.

Konflikt Rosji z zachodem i wojna na gospodarcze sankcje odsunęła na bok ambitne plany krajów BRICS. Aczkolwiek ich potencjału lekceważyć nie można, tym bardziej, że dwa z nich są dość w swoim postępowaniu nieprzewidywalne, czego mamy aktualnie dowód na wschodzie Europy. 1:0 dla dolara.

Euro(pa) wciąż nie może się podnieść po kryzysie. Mimo, że pojawiają się symptomy o sukcesywnym poprawianiu się koniunktury na starym kontynencie (PKB w IV kw. 2014 roku wyniosło 0,9%), to jednak o ustabilizowaniu się sytuacji na razie mówić jeszcze nie możemy. Problemem Unii są nie tylko pojawiające się dość często kłopoty wewnętrzne – jak np. sytuacja w Grecji – ale przede wszystkim brak jednomyślności europejskich przywódców, zarówno w sprawach gospodarczych, jak i działań na rzecz rozwiązania konfliktu na wschodzie Europy. 2:0 dla dolara.

Najistotniejszym czynnikiem wpływającym na kondycję dolara jest jednak sytuacja gospodarcza za oceanem. Budzący ogromne wątpliwości analityków program QE3 pozwolił amerykańskiej gospodarce odrodzić się, czemu możemy się tylko z zazdrością przyglądać. Drukowanie miliardów dolarów, co początkowo osłabiało ich wartość, okazało się na tyle mocnym impulsem, aby inwestorzy i przedsiębiorcy uwierzyli, że odrodzenie jest naprawdę możliwe. Dziś o słabości amerykańskiej waluty nikt już nie wspomina. 3:0 dla dolara.

Gdzie w tym wszystkim złoto?

Cena złota jest bardzo silnie związana przede wszystkim z sytuacją na Wall Street i danymi makro płynącymi z amerykańskiej gospodarki. Kiedyś istniała jeszcze zależność w stosunku do kryzysów na starym kontynencie, w Afryce, czy na Bliskim Wschodzie. Ale jak pokazują ostatnie miesiące, inwestorzy przestali się już tak bardzo przejmować zarówno wojną na Ukrainie, zagrożeniem ze strony Państwa Islamskiego czy kłopotami eurostrefy (oczywiście nie mówimy na razie o jakimkolwiek zaognieniu się któregoś z tych konfliktów). Entuzjazm na giełdzie za oceanem napędza apetyty fanów rynku akcji. Do tego dochodzi znaczne umacnianie się dolara, przede wszystkim względem euro (aktualnie jesteśmy na poziomie 1.08 USD/EUR). Dopóki ten stan rzeczy nie ulegnie zmianie, nie mamy niestety co liczyć na wzrosty na złocie, które w marcu i tak radzi sobie całkiem nieźle (obecnie atakuje poziom 1200 USD).

Fot. 401(K) 2012, Flickr.com, CC BY-SA 2.0

Pobierz bezpłatny e-book
Przekaż dalej

O autorze

Analityk rynków finansowych oraz wpływających na otoczenie makroekonomiczne decyzji podejmowanych przez polityków. Specjalista ds. komunikacji - obecnie menedżer komunikacji giełdowej spółce Vantage Development. Absolwent studiów MBA, w trakcie których pod kierunkiem prof. Romana Skarżyńskiego, wieloletniego pracownika Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie, napisał pracę dysertacyjną pt. „Wpływ marki oraz wizerunku na kondycję banków działających na polskim rynku w dobie globalnych kryzysów gospodarczych”. Po godzinach pracy zasłuchany w muzyce rozrywkowej i klasycznej miłośnik gór, dla którego największą wartością jest rodzina.

2 komentarze

  1. Korelacja dolar-złoto jest, ale nie jest symetryczna, w ostatnich analizach World Gold Council twierdzi, że wpływ dolara na złoto zmalał w związku z przesunięciem się (czy też powstaniem) silnego popytu na wschodniej półkuli. Złoto spadło o 1,2% w ciągu ostatniego roku a dolar wzrósł o 20%, ma to między innymi związek z tym, że udział rezerw dolarowych od 2000 roku spadł z 61% do 55%

  2. Korelacje złoto reszta świata są bardzo mętne. Związek z dolarem można skomplikować i spojrzeć konkretnie na jego podaż. Cena złota długie lata wprost proporcjonalna do podaży dolara. Co ciekawe ostatnio złoto się zbuntowało na szaleńcze pompowanie świeżo do drukowanych zielonych. Albo nowy kryzys rynków opartych na kredytach, albo na złocie. Pożyjemy zobaczymy

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.