Kosmiczne górnictwo staje się faktem. Co na to inwestorzy?

4

Niecałe pół roku temu tuż nad naszymi głowami przeleciało około 5 bilionów dolarów. Mowa o asteroidzie 2011 UW-158, czyli ważącej około 100 milionów ton skale, w dużej części złożonej z platyny. Odległość od Ziemi, jak na skalę zjawiska, była naprawdę niewielka. Astreoida przeleciała od nas w odległości prawie dwóch i pół milionów kilometrów, czyli sześć razy dalej niż znajduje się księżyc. Mimo że news wydaje się raczej z pogranicza filmów science-fiction, rozgrzał do czerwoności wyobraźnię przedsiębiorców myślących o kosmicznym górnictwie. 

artmatic-115085_1280

Przypominamy o tym wydarzeniu nieprzypadkowo. Pod koniec ubiegłego prezydent USA Barack Obama podpisał ustawę, która otwiera furtki prawne do… eksploracji kosmosu. Dokument U.S. Commercial Space Launch Competitiveness Act określił prawa i obowiązki kosmicznych górników. Przede wszystkim ustalił, że wszelkie złoża, które zostaną wydobyte poza naszym globem, prawnie będą należeć do znalazcy. Kosmiczni górnicy są zachwyceni. Amerykańska firma, która pracuje nad podbojem kosmosu – Planetary Resources wydała oświadczenie, w którym z aprobatą przyjęła decyzję prezydenta USA.

To ważne, bo przedstawiciele firm wydobywczych twierdzą, że czerpanie z dobrodziejstw kosmosu jest w zasięgu możliwości obecnej technologii. Co prawda wydobycie na pewno nie zacznie się w ciągu najbliższych pięciu lat, jednak entuzjaści twierdzą, że w połowie przyszłej dekady na Ziemi pojawią się pierwsze próbki kosmicznych skał. Na ich podstawie naukowcy będą mogli stwierdzić, jakie surowce skrywa dana asteroida i czy w ogóle warto się po nią wybrać. Innymi słowy, zapoczątkowanie kosmicznego górnictwa nie jest wizją rodem z filmów science fiction, tylko zupełnie realnym scenariuszem.

Asteroida 2011 UW-158 to tylko jeden z dowodów, że gra jest warta świeczki. Zdaniem astronomów, po naszym układzie planetarnym wędrują miliony ciał niebieskich, bardzo interesujących z punktu widzenia mieszkańców naszego globu. Planetary Resources podaje, że na każdej z pięciuset skał krążących w odległości mniejszej niż na Księżyc, znajduje się tyle platyny, ile ludzkość wydobyła od początku swojej historii. Naukowcy szacują też, że w „pobliżu” Ziemi podróżuje nawet 9 tysięcy obiektów, a do 1,5 tysiąca jesteśmy w stanie dotrzeć równie łatwo, jak na Księżyc.

Oczywiście aktualne pozostaje pytanie – jak kopać w odległości setek tysięcy, a nawet milionów kilometrów od naszej planety. Koncepcje jak do tej pory są dwie, podaje portal Space.com. Pierwsza, opracowana przez wspomnianą Planetary Resources, zakłada wydobycie w oddali. Najpierw teleskop krążący wokół Ziemi zeskanuje ciała astralne i określi ich wartość. Następnie do pracy ruszy oddział „tanich” bezzałogowych robotów, które wydobędą kruszec na miejscu, a następnie przetransportują kopalinę w pobliże globu.

Druga koncepcja – forsowana przez inną amerykańską firmę wydobywczą Deep Space Industries – zakłada wysłanie trzech oddziałów statków na asteroidę. Pierwszy, złożony z najmniejszych jednostek, zeskanuje skałę i wróci na Ziemię z jej dokładnym składem. Drugi, nieco większy, odbędzie tę samą podróż, ale przywiezie ze sobą próbkę materiału. I wreszcie trzeci, największy, poleci po asteroidę i zaholuje ją do ziemskiej bazy.

Niezależnie od koncepcji, podstawowy problem pozostaje ten sam – brak paliwa. Nawet najbardziej zaawansowana kosmiczna technologia potrzebuje energii, żeby działać. Skąd ją zdobyć na kawałku platynowej skały? Naukowcy z Planetary Resources i Deep Space Industries swoją nadzieję widzą w zamarzniętej wodzie, która bardzo często występuje w składzie asteroid. Eksperci oczekują, że już na początku lat 20-tych tego stulecia uda się wytworzyć paliwo z wody w warunkach kosmicznych.

Na pierwszy rzut oka rozwój kosmicznego górnictwa może być zagrożeniem dla inwestujących w metale szlachetne. Możliwość eksploracji ogromnych złóż w kosmosie i sprowadzenia na Ziemię istotnie zwiększy ich podaż, co teoretycznie przełoży się na spadki cen. Na szczęście, perspektywy nie są aż tak straszne. 

Po pierwsze, w ciągu najbliższych kilkunastu lat technologia będzie się dopiero rozwijać, pochłaniając miliardy dolarów na drogi sprzęt i gaże dla naukowców i inżynierów. Oczywiście brak paliwa to nie jedyny problem, z jakim się zmierzą. Innym, równie realnym, jest prędkość. Kiedy jakikolwiek obiekt przechodzi przez barierę grawitacyjną ziemi, osiąga miażdżące przyspieszenie. Statki będą musiały je odpowiednio szybko wytracić, co nie jest proste, kiedy się ma na plecach połowę asteroidy.

Po drugie, koszt przetworzenia kawałka skały oddalonego o miliony kilometrów od Ziemi w sztabkę czystej platyny z pewnością przekroczy koszt zrobienia tego samego na jej powierzchni. Dlatego póki co, platynowa asteroida 2011 UW-158 wcale nie jest warta 5 bilionów dolarów, tylko różnicę rynkowej ceny kruszcu i kosztów jej wydobycia. Chyba, że kosmiczni górnicy zamierzają handlować nią w kosmosie.

fot.pixabay.com

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Misja serwisu rynekzlota24.pl to rzetelne informowanie o inwestycjach alternatywnych i rynku metali szlachetnych. Naszym czytelnikom serwujemy mix najnowszych informacji rynkowych, ciekawostek, poradników i analiz. Prace redakcyjne opieramy o najbardziej aktualne informacje. Z nami łatwiej rozpoczniesz przygodę w świecie złotych inwestycji.

4 komentarze

  1. Świadowy... na

    Wszystko jasne… Po 1945 alianci przejeli plany nazistow z peneminde miedzy innymi projekt „hanebau” czyli projekt DZWON, projekt latajacego spodka, wystaczy wygooglowac. Nazisci juz w 1943 mieli udane proby lotu z systemem załamywania grawitacji a alianci tylko przejeli dokumentacje i projekty + uczonych z niemiec. Wiec macie odpowiedzi na temat latajacych spodkow !! Do tego polecam wpisac w google „ufo w bałtyku”. Prawdopodobnie jeden z takich niemieckich spodkow rozbil sie podczas lotow i lezy 80m pod dnem baltyku. Jakis 2 lata temu szwedzi dzieki radarowemu mapowaniu dna natrafili ma noego. Wiec powracajac do tematu… Amerykance dawno skrywają technologie aby moc ja wykozystac w odpowiednim momencie. Znajac ich rabunkową polityke.

  2. Tekst w sumie ciekawy, bo faktycznie plany są, ale czepię się: „Zdaniem astrologów, po naszym układzie (…)”.

    Zdaniem astrologów, to ryba nie powinna wychodzić za wagę, a skorpion ma teraz dobry okres na działania biznesowe. Astronomowie natomiast zajmują się nauką. To taka różnica: astrolog – horoskopy z gazetki, astronom – nauka :).

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.