Certyfikaty na złoto a rezerwa cząstkowa

0

W poprzednim artykule wspomniałem, że jednym ze sposobów, w który można obniżyć ceny żółtego metalu, jest operowanie w oparciu o rezerwę cząstkową – czyli emitowanie kwitów depozytowych na większą ilość złota, niż aktualnie posiada się w skarbcu.

Taka praktyka będzie występować zwłaszcza w przypadku certyfikatów na tzw. złoto niealokowane (unallocated gold accounts), bowiem – w przeciwieństwie do tzw. certyfikatów na złoto alokowane (allocated gold accounts), które uprawniają do konkretnej jednostki złota, oddzielonej w ten sposób od pozostałych zasobów złota utrzymywanych w skarbcu – nie uprawniają one do konkretnego fizycznego złota, tylko do udziału we wszystkich zasobach złota przechowywanych w skarbcu. Innymi słowy, ten drugi model przechowywania złota stanowi klasyczny przykład depozytu nieprawidłowego, który dotyczy dóbr oznaczonych co do gatunku, podczas gdy ten pierwszy stara się wyróżnić poszczególne jednostki złota, co zbliża go do depozytu prawidłowego, tj. oznaczonego co do indywidualnych dóbr.

Co oczywiste, instrumenty drugiego rodzaju będą tańsze, ze względu na niższe koszty magazynowania (i brak opłat za wybicie monet lub przetopienie sztabek). Jednak wiąże się z nimi dużo większe ryzyko tego, że depozytariusz odczuje pokusę albo pożyczki przechowywanego przez siebie złota, albo – co bardziej prawdopodobne (emisja kawałków papieru jest z pewnością łatwiejszą, tańszą i bezpieczniejszą techniką, niewymagającą obracania fizycznym złotem) – wyemitowania certyfikatów na większą ilość złota, niż przechowuje w skarbcu, zakładając, że wszyscy deponenci nie zjawią się po odbiór żółtego kruszcu w tym samym momencie.

Opisaną charakterystykę certyfikatów na złoto niealokowane i alokowane dobrze oddają trzy punkty regulaminu takiej usługi oferowanej przez firmę X:

  • 3.1. c) „Alokowany Towar Właściciela będzie wyodrębniony z łącznej puli Towarów przechowywanych w Skarbcu i nie będzie w żaden sposób wykorzystywany przez X w czasie przechowywania”.
  • 4.1. d) „Właściciel metalu niealokowanego posiadać będzie udział w łącznej puli Towarów (współwłasność), które nie zostaną wyodrębnione w sposób umożliwiający ich identyfikację i będą przechowywane, jako artykuły policzalne z Towarami innych Właścicieli”
  • 4.1. e) „X może korzystać z całego lub z części niealokowanego metalu Właściciela, przechowywanego w łącznej puli Towarów, na własny rachunek, tak jakby była Właścicielem”.

Historia lubi się powtarzać

Podobieństwo do rezerwy cząstkowej, w oparciu o którą działają banki komercyjne nie jest przypadkowe. Historycznie to właśnie w ten sposób narodziły się obecne waluty fiducjarne, które pierwotnie stanowiły jedynie kwity depozytowe (banknoty) opiewające na określoną ilość złota, teoretycznie przechowywaną przez banki.

Istnieją jednak dwie różnice: nie potrzeba licencji bankowej, by działać w oparciu o rezerwę cząstkową na rynku złota. Z drugiej strony, nie ma explicite gwarancji ze strony pożyczkodawcy ostatniej szansy w przypadku runu klientów na nieuczciwego depozytariusza. Jednak wydaje się, że banki centralne zawsze chętnie oddadzą w leasing potrzebną ilość złota bankom bulionowym w przypadku kłopotów, gdyż – jak omówiłem tutaj i tutaj – w ten sposób wpływają na obniżkę cen złota, wzmacniając tym samym waluty narodowe.

Dowody na stosowanie rezerwy cząstkowej na rynku złota?

Innymi słowy: banki od zawsze miały silną pokusę, by sprzedawać złoto, którego nie posiadają. Nie ma powodu, aby przypuszczać, że coś zmieniło w tym względzie, gdy złoto nie jest już dłużej oficjalnie pieniądzem. I rzeczywiście, jak konserwatywnie szacuje Gold Anti-Trust Action Committee (GATA), w 2008 r. istniały cztery tytuły własności (certyfikaty) do każdej jednej uncji fizycznego złota. Swoje obliczenia opierają na porównaniu maksymalnej ilości fizycznego złota, które może stanowić bazę w postaci sztab London Good Delivery (LGD bars) do handlu na całym rynku OTC (15 tys. ton; czyli 55% prywatnych inwestycji, stanowiących z kolei 16,8% nadziemnych zasobów złota), z ilością, która – według szacunków – powinna umożliwić dzienne obroty netto (czyli rzeczywiście zmieniających właściciela) w wysokości 2,134, a więc do 64 tys. ton. Co ciekawe – choć samo w sobie, rzecz jasna, niczego niedowodzące – wielkość dziennego obrotu na światowym rynku OTC jest 346 razy większa niż dzienna produkcja złota.

Wysoki poziom obrotów papierowym złotem w stosunku do jego fizycznej bazy widać także na wykresie nr 1 (niebieska linia, lewa skala, przedstawia ilość fizycznego złota przechowywanego przez COMEX; czerwona linia, prawa skala, przedstawia zaś wielkość obrotów papierowym złotem) oraz nr 2, który obrazuje stosunek dziennych obrotów do zasobów (flow-to-stocks ratio).

Wykres nr 1: Ilość przechowywanego złota vs. wielkość obrotów papierowym złotem (źródło: www.gold-eagle.com)

Wykres nr 2: Stosunek dziennych obrotów do zasobów (źródło: www.gata.org)

Jest o tyle dziwne, ponieważ fizyczne złoto – ze względu na swoje unikalne cechy – jest na ogół kupowane w celu ochrony kapitału, nie spekulacji, co na ogół implikuje strategię „kupuj i trzymaj”, jako że z częstym obrotem liczą się poważne koszty transakcyjne. Wytłumaczeniem może być właśnie fakt, iż na rynku obraca się głównie papierowym złotem, którego znaczna część nie ma realnego oparcia w fizycznym kruszcu. Kreacja certyfikatów bez pokrycia wpływa, rzecz jasna, na obniżkę cen złota – tak jak tworzenie pieniędzy ex nihilo prowadzi do spadku wartości pieniądza, a więc inflacji.

Czy taka praktyka jest do utrzymania na dłuższą metę?

W długim okresie rezerwa cząstkowa na rynku złota jest jednak nie do utrzymania. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że zbyt wielki spadek cen złoto doprowadzi do zmniejszenia się opłacalności jego produkcji, co doprowadzi do ograniczenia podaży i w następstwie do wzrostu cen. Po drugie, zawsze istnieje ryzyko przeprowadzenia runu na nieuczciwych depozytariuszy, co musi hamować ich zapędy. Po trzecie, nawet jeśli uwzględnimy działalność banku centralnego gotowego w razie kłopotów zapewnić niezbędną podaż złota instytucjom, które znalazły się w kłopotach, tworząc w ten sposób pokusę nadużycia, to jednostki – przestając wierzyć w to, że ich złoto jest bezpiecznie przechowywane w skarbcach – mogą po prostu zacząć gromadzić fizyczne złoto, zamiast papierowego, co w końcu doprowadzi do upadku całego systemu, tak jak ostatecznym hamulcem kreacji papierowego pieniądza jest hiperinflacja, czyli ucieczka od bezwartościowych kawałków papieru do realnych wartości.

Zatem jeśli podstawowym celem inwestycyjnym jest ochrona kapitału, a nie ekspozycja na ruchy cen złota, jedyną sensowną strategią jest kupno fizycznego kruszcu. Oczywiście, można też rozważyć kupno certyfikatu na złoto alokowane jakiejś zaufanej instytucji o naprawdę nieposzlakowanej reputacji, jednak trzeba mieć na względzie fakt, iż firmy te zastrzegają sobie, że w przypadku zaistnienia tzw. siły wyższej – czyli np. wojny, zamieszek wewnętrznych, epidemii – ich zobowiązania zostaną zawieszone (pkt. 12.2.b omawianego regulaminu firmy X: „niniejsze zobowiązania będą zawieszone, jednak tylko w takim zakresie i na taki czas, w jakim firma X będzie pod wypływem Siły Wyższej”). Innymi słowy, kupując taki certyfikat nigdy nie mamy pewności, że otrzymamy nasze złoto wtedy, kiedy możemy go najbardziej potrzebować!

Pobierz bezpłatny e-book
Przekaż dalej

O autorze

Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w Instytucie Misesa jako redaktor oraz w ING PTE jako młodszy analityk akcji. Posiada licencję doradcy inwestycyjnego nr 382. Zwolennik austriackiej szkoły w ekonomii. Prywatnie fotograf, podróżnik i szachista.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.