Putin i Fed zatrzymali wzrost ceny złota

1

Wiele hałasu o nic. No, może nie do końca o nic, bo chodzi przecież o ewentualną interwencję zbrojną w Syrii. Jednak z szumnie zapowiadanej operacji wojskowej, która jeszcze dwa tygodnie temu była niemal pewna, wyjdzie raczej niewiele (i na całe szczęście). Obama, choć wydawał się być pewny swego, tym razem został „rozegrany” przez amerykański kongres, przede wszystkim jednak przez swojego odwiecznego „przyjaciela” – Władimira Putina. To dla wszystkich inwestujących w złoto informacja średnia, jednak dla całego świata bezsprzecznie dobra.

masters

Kurs złota od zawsze korzystał na wszelkich konfliktach, niezależnie od regionu świata. Każda zapowiedź szerszej interwencji zbrojnej, czy to Amerykanów, czy koalicji państw „wdrażających demokrację”, odbijała się pozytywnie na cenie złota. Rynki każdy większy kryzys międzynarodowy interpretują jako zagrożenie dla globalnej stabilności, czy to gospodarczej, czy politycznej. Co jest zresztą zupełnie zrozumiałe. Tym samym obdarzają większym zaufaniem surowce, na które rośnie popyt oraz metale szlachetne, które postrzegane są jako bezpieczna inwestycja na niepewne czasy.

Niepewna Syria, coraz pewniejszy Fed

Wiele wskazywało na to, że tym razem będzie podobnie. Konflikt w Syrii już dawno wymknął się spod kontroli. Momentem przełomowym było rzekome użycie broni chemicznej, choć dziś wątpliwości odnośnie do tego kto i czy na pewno to zrobił, wciąż nie zostały rozwiane. Kubeł zimnej wody wylał jednak na Obamę prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin, który nie dość, że zdecydowanie sprzeciwił się interwencji zbrojnej, to jeszcze zapewnił, że będzie wspierał stronę konfliktu, którą Amerykanie chcieli zaatakować. Później na szczęście złagodził nieco stanowisko, postulując wysłanie do Syrii międzynarodowej komisji rozbrojeniowej (pomysłodawcą takiego pomysłu był podobno nasz minister, Radek Sikorski).

Choć pośrednio, złagodzenie stanowiska światowych mocarstw w odniesieniu do Syrii, przyczyniło się do zatrzymania wzrostów na złocie. Ale oczywiście to nie jedyny powód. Drugim, o wiele bardziej istotnym, była zapowiedź szefa Fed, Bena Bernanke, o stopniowym zamykaniu programu QE (Quantitative Easing), o około 10 mld dolarów miesięcznie. To, czy będzie on dalej ograniczany, zależy od poprawy na amerykańskim rynku pracy.

Oczy świata zwrócone na Syrię

Niezależnie od tego, jak w drugiej połowie 2013 roku przedstawiać się będzie sytuacja za oceanem, rzeczywiście bardzo wiele zależy od konfliktu syryjskiego. Choć na szczęście emocje nieco opadły, sytuacja na Bliskim Wschodzie dalej jest beznadziejna, a racjonalnego sposobu na jej rozwiązanie nie widać. Pod koniec sierpnia kurs złota przebił poziom 1400 dolarów za uncję i wydawało się, że jest to początek silniejszych wzrostów. Ale euforia trwała niewiele ponad tydzień.

ceny-zlota

Przez dwa dni cena złota oscylowała wokół poziomu 1360 dolarów, żeby spaść w czwartek do 1325 dolarów. Spadły również kontrakty terminowe, które znalazły się na najniższych poziomach od miesiąca (na grudzień do poziomu 1330). Sytuacji nie poprawili nawet analitycy Goldman Sachs, którzy prognozy dla złota akurat podnieśli – oceniają, że w drugiej połowie 2013 roku średnia cena złota wyniesie 1388 dolarów za uncję (wcześniej było to 1300 dolarów).

Czy ceny złota wzrosną do końca tego roku?

O ile może się wydawać, że Fed rzeczywiście rozpoczyna proces zamykania programu QE i jest to informacja pewna, to prognozowanie tego, co może wydarzyć się w Syrii, jak to zwykle w podobnych sytuacjach bywa, jest trudne i ryzykowne.

Na dziś wydaje się, że interwencja wojsk amerykańskich jest mało prawdopodobna. Obama nie ma poparcia Kongresu, a sprzeciw Rosji i pomysł wprowadzenia międzynarodowej komisji zdecydowanie pozycję Obamy i ewentualny mandat do uderzenia na Syrię osłabiają. Jednak to stan na dziś. Jutro, za dwa dni albo za tydzień, sytuacja może przybrać zupełnie inny obrót, a wtedy możemy mieć do czynienia z zawirowaniami na rynkach nie tylko metali szlachetnych, ale i akcji.

Globalna gospodarka wychodzi z kryzysu i co do tego nie ma wątpliwości. Ale czasy, w których przyszło nam żyć, coraz częściej pokazują, że coraz więcej jest obszarów o niespotykanej wcześniej dynamice, nieprzewidywalności i niepewności jutra. Jedno ognisko zapalne może niestety wstrząsnąć rynkami, sceną polityczną, czy sytuacją gospodarczą. Miejmy jednak nadzieję, że na razie w żadnej części świata z takim ogniskiem nie mamy do czynienia, nie jest nim także syryjski konflikt. Bo oczywiście życzymy sobie i wszystkim spektakularnych wzrostów cen złota, ale niech niekoniecznie będą one konsekwencją zbrojnych konfliktów.

Szymon Matuszyński

[sam id=”3″ codes=”true”]

Pobierz bezpłatny poradnik
Przekaż dalej

O autorze

Analityk rynków finansowych oraz wpływających na otoczenie makroekonomiczne decyzji podejmowanych przez polityków. Specjalista ds. komunikacji - obecnie menedżer komunikacji giełdowej spółce Vantage Development. Absolwent studiów MBA, w trakcie których pod kierunkiem prof. Romana Skarżyńskiego, wieloletniego pracownika Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie, napisał pracę dysertacyjną pt. „Wpływ marki oraz wizerunku na kondycję banków działających na polskim rynku w dobie globalnych kryzysów gospodarczych”. Po godzinach pracy zasłuchany w muzyce rozrywkowej i klasycznej miłośnik gór, dla którego największą wartością jest rodzina.

1 komentarz

  1. Sądzę, że jeśli nie wydarzy się żaden konflikt zbrojny na arenie międzynarodowej to cena złota powinna spadać do mniej więcej ceny z końca 2007 roku (poziomu sprzed kryzysu) a później dalej stabilnie rosnąć. O ile też nie upadnie strefa Euro, a pieniądz papierowy nie osiągnie takiej samej wartości jak gazeta używana do podpałki w piecu – o czym coraz częściej mówią ekonomiści. W wypadku międzynarodowego konfliktu zbrojnego i upadku waluty papierowej wartość złota poszybowałaby jak rakieta w górę. No ale to tylko czysta hipoteza.

Odpowiedz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.